Spore zmiany „U Bartosza”: idzie młodość! W sam raz na 39. urodziny słynnej jadłodajni

Tomasz Rusek
Teresa Jura jest spokojna. - Oddajemy swoje udziały Wojciechowi Gąsiorkowi. Jestem pewna, że zadba o Bartosza
Teresa Jura jest spokojna. - Oddajemy swoje udziały Wojciechowi Gąsiorkowi. Jestem pewna, że zadba o Bartosza Tomasz Rusek
Mówisz: „naleśnik” - myślisz: „U Bartosza”. W kultowej jadłodajni po 39 latach zmienia się właściciel. I od razu obiecuje, że… niczego nie chce zmieniać. Wie, że przejmuje gorzowską legendę.

17 września popularny lokal będzie obchodził urodziny. Został otwarty właśnie tego dnia tylko że w 1979 r. Właścicielami były wówczas trzy osoby: Teresa Jura, jej mąż Tadeusz Jura oraz ich przyjaciółka Wiesława Gąsiorek. - Nieco wcześniej pracowałam w firmie budowlanej. Marzyłam o czymś swoim. Pojechaliśmy do Poznania na jakąś wycieczkę i przy Rynku zjadłam pyszne naleśniki. Pomyślałam, że to jest to - opowiada T. Jura.
Dlaczego akurat naleśniki? Do sprawy T. Jura podeszła praktycznie: gospodarka była wówczas jednym wielkim niedoborem, jednak mąki, jaj, mleka i sera raczej nie brakowało. To dlatego postawiła na proste, szybkie danie. Do spółki wzięła męża i przyjaciółkę Wiesławę. - Lokal wskazano nam właśnie tu, przy ul. Łokietka, bo po prostu był wolny. Czysty przypadek. Wystrój zaprojektował nam Jerzy Gąsiorek. I wraz z mężem to wszystko wykonali - mówi pani Teresa.
Siedzimy w Bartoszu i patrzymy na wnętrze. W zasadzie przez te 39 lat się nie zmieniło. - I dobrze. Ludzie chcą czuć się jak kiedyś, lubią to, co znają, chcą wracać do znajomych wnętrz i smaków. Dlatego Bartosz jest taki, jak kiedyś - dodaje pan Tadeusz. To jest wyróżnik jadłodajni i cecha, za którą zbiera w internecie pochwały od lat: ten sam klimat, te same smaki. Doceniliśmy lokal również i my: kilka lat temu, gdy wspólnie z Czytelnikami układaliśmy alfabet Gorzowa, gorzowianie pod literą B umieścili właśnie „Bartosza”. Wycinek z gazety ze swoją literką Jurowie mają do dziś w specjalnym archiwum.
Załoga smaku nie zgubi
Małżeństwo najbardziej dumne jest z tego, że niektórzy klienci są niemal jak przyjaciele i zaglądają na naleśnika od samego początku. - Niektórzy wpadają niemal codziennie. Są tacy, którzy odwiedzają nas zaraz po tym, jak wylądują w Polsce - śmieje się pani Teresa. Dosłownie zjeżdżają np. na święta do Gorzowa zza granicy i niemal z torbami meldują się na naleśniku.
Tylko jak przez 39 lat nie zgubić smaku? Jak wypracować taką powtarzalność? Okazuje się, że kluczem jest załoga. Panie: Marzena, Renata, Renata, Jolanta i Iwona pracują tu od lat. I za każdym razem codziennie próbują wszystkiego i wspólnie decydują, czy smak jest taki, jaki powinien. Nic nie wyjedzie na stół, jeśli nie będzie perfekcyjne. I tu nie ma przebacz. Zdarzało się już, że z Bartosza odsyłano do sklepu składniki, które nie spełniały wymagań jadłodajni.
Może naleśnik z foodtrucka?
Jednak dla małżeństwa Jurów przygoda życia z Bartoszem właśnie się skończyła. Jak mówią, czas zostać emerytami i zająć się zdrowiem. No i są spokojni, bo przekazują swoje udziały młodemu pokoleniu. W ich miejsce wchodzi do spółki Wojciech Gąsiorek. 29-latek, syn trzeciej założycielki baru.
On sam zapewnia, że zmiana właściciela oznacza generalnie... brak zmian. Nie chce naruszać niczego, z czego Bartosz jest znany. Sam regularnie tu jada więc wie, że jest pysznie. – Niech stali klienci będą spokojni – mówi ze śmiechem. Jednak nie wyklucza ewolucji. Otwarcia się na nowych klientów. – Marzy mi się porządna wentylacja. By wszyscy nie pachnieli naleśnikami po wizycie w Bartoszu. Myślę też o wyjściu do ludzi… - zdradza odrobinę planów. Po głowie chodzi mu np. foodtruck z naleśnikami. Czyli bus, z jakich dziś w centrach miast sprzedaje się np. hamburgery czy zapiekanki.
Dobre słowo na pożegnanie
Zmiana właścicieli już się dokonała, jednak jeśli odwiedzicie bar na dniach, to na stolikach znajdziecie jeszcze… pożegnalną kartkę. Napisali ją Jurowie. Jest tam wspomnienie dawnych lat, życzenia na przyszłość, podziękowania dla wszystkich klientów.
„Żegnając się z Państwem, dziękujemy wspaniałej i oddanej załodze kuchni; nasz personel przez lata wypełniał swoje obowiązki z zaangażowaniem, gotując jak u mamy” - można przeczytać na zalaminowanej kartce.
- To były naprawdę wspaniałe lata - mówi pani Teresa, przelatując wzrokiem po wnętrzu baru.

500 zł podwyżki dla mundurowych.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mała Mi
Pomysł z wentylacją, to pomysł na szóstkę! Uwielbiam naleśniki z "Bartosza", ale iść do pracy pachnąc smażonym tłuszczem, to niekomfortowa sytuacja. Czekam na tę zmianę :)
Dodaj ogłoszenie